*Oczami Abby*
Kolejny rok minął odkąd nie jestem z Nim. Jest mi dobrze. Chyba. 2 liceum. Dużo się zmieniło. Z Chrisem zerwałam równo 2 lata temu. Dzisiaj "rocznica" naszego zerwania. Tak... to były czasy. 3 gimnazjum, 15 lat, nastoletnie problemy, zauroczenia. Wtedy nie wiedziałam, że spotkałam "tego jedynego"... miłość swojego życia. Wtedy nie dostrzegałam tego. Nie szanowałam tego, co miałam. A teraz... teraz wszystkiego żałuję. Żałuję, że zgodziłam się na przeprowadzkę do Atlanty, żałuję, że poznałam Christiana Beadlesa i że się w nim zakochałam. Żałuję, że dawałam mu ciąglę "drugą szansę". Ale najbardziej ze wszystkiego żałuję tego, że z nim zerwałam. To był największy błąd w moim życiu, jaki mogłam kiedykolwiek popełnić. Czemu właśnie mnie to spotkało? A już wspominałam, że nie jestem już dziewczyną Jay'a? Nie? No to mówie. Zerwaliśmy mi jakieś 2 miesiące temu. Okazało się, że nie mamy ze sobą nic wspólnego. Co z tego, że jest przystojny jak cholera, co z tego, że jest strasznie romantyczny, jak i tak go nie kocham?
*Oczami Chrisa*
Właśnie mijają równe 2 lata męki, 2 lata cierpienia i 2 lata, odkąd nie jestem z osobą, którą kocham najbardziej na świecie. Tak... dalej kocham Adelaide Wale i żałuję wszystkiego, co źle zrobiłem, ale chciałem jak najlepiej... jak najlepiej dla niej. Ale to nie było mi dane. Nie zasługuję na Nią. Ale czemu? Za jakie grzechy to właśnie JA muszę tak cierpieć i nie mogę być w końcu szczęśliwy? A może ja na to nie pozwalam? Może nie mogę po prostu przyjąć tego do siebie, że to już koniec? NIE! Jak ja w ogóle mogę tak myśleć? Nigdy, ale to prze nigdy nie zapomnę o dziewczynie mojego życia!
*Oczami Adelaide*
Właśnie idę szkolnym korytarzem. Podchodzę do mojej szafki. Wypakowywuje i wpakowuje potrzebne książki. Kiedy wyciągałam ze sterty książęk, taką jedną, wszystko się wysypuje i ląduje na podłodze. Wtedy stało się coś dziwnego. Zbieram książki, gdy nagle na swojej dłoni poczułam i zobaczyłam znajomą mi dłoń. ( dziwnie to brzmi, ale kit z tym. xd. ) Nie mogę w to uwieżyć. To on. Nie widziałam go tak długo. W moim brzuchu znowu poczułam te przyjemne motylki i wyskoczyła mi gęsia skorka, na widok jego twarzy. Uśmiecha się do mnie, odwzajemniam to, z niedowierzaniem, że to właśnie on.
-Cześć. - Chris przywitał się ze mną. Cały czas się do mnie uśmiechał... z resztą, ja do niego też.
-Hey. - odp. "robiąc zaciesz". -Co tam u Ciebie? - zapytałam z ciekawością.
-A nic. Jakoś się żyję. A u Ciebie? - znowu te jego oczy. Te piękne, zielone, błyszczące oczy. Widzę w nich iskierki szczęścia, miłości i takiego dziwnego "ciepła". Aż mi się cieplej zrobiło na sercu. Właśnie teraz sobie uświadomiłam, że dalej go kocham.
-Też. Nic ciekawego. Nudy. - odp. obojętnie.
-Może spotkamy się i pogadamy? - spytał z nadzieją w głosie, ujawniając swoje białe "perełki".
-Jasne. To o 16:20 w parku? - spytałam, uśmiechając się słodko.
-Ok. To cześć. - pożegnał się i odszedł a ja tam stałam jak ten kołek, nie przestając się uśmiechać i radować w duszy. Tylko z czego ja się tak ciesze? Szczerze? Nie wiem. Ale to nie ważne. Nic się teraz nie liczy. No może liczy się tylko to, że znowu utrzymuję kontakt z Christianem, tak mi się przynajmniej wydaje.
16:15 - park.
Czekam na Chrisa. Mam nadzieję, że się pojawi. No ale z drugiej strony, niby dlaczego miałby się nie pojawić, co nie? Jest już 16:20 i w oddali zauważyłam zbliżającą się do mnie sylwetkę chłopaka. Dobrze znajomego mi chłopaka.
-Cześć. - powiedział uradowany Chris, szczerząc się do mnie.
-Hey. - odpowiedziałam i również się wyszczerzyłam. -To o czym chciałeć pogadać? - spytałam z ciekawością.
-O niczym szczególnym. Tak sobie. Dawno nie gadaliśmy. - odp. wpatrując się w moje oczy.
-Ahaa... - zapatrzyłam się w jego oczy. Nie mogłam od nich oderwać wzroku. ( xd. ). -Mam pytanie... - zaczęłam niepewnie.
-Tak? - spytał z ekscytacją w głosie. Najwidoczniej ciekawi go to, o co chcę go "zapytać". Bo to nie jest takie łatwe i zwykłe pytanie.
-Czemu z największych pragnień na świecie, wybrałam właśnie Ciebie? - na to pytanie nie da się odpowiedzieć. Ja na nie nie odpowiem, jak i zapewne on.
-Może dlatego, że jestem wyjątkowy...? - zaśmiał się. A jednak. Zna odpowiedź.
-Odpowiedź jest... - ucięłam, śmiejąc się. -... prawidłowa! - krzyknęłam lekko, szeroko się uśmiechając i kładąc swoją głowę na jego ramieniu. Bo siedzieliśmy na ławce. On delikatnie, ale z i wyczuciem objął mnie ręką. Wyglądaliśmy jak para zakochanych... ale czy tak właśnie nie było?
-Czyli to ma znaczyć, że mnie dalej kochasz? - zapytałam po chwili, lekko unosząc głowę go góry i patrząc w jego piękne, zielone źrenice.
-Chris... zawsze Cię kochałam, kocham i będę kochać. - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Ja Ciebie też. - uśmiechnął się.
Wtedy delikatnie, ale i namiętnie pocałowałam go w usta, co od razu odwzajemnił.
-Czy taka odpowiedź wystarcza? - zapytałam i "cwaniacko" się uśmiechnęłam.
-Z pewnością. - odp. i tym razem on wpił się w moje usta. Tak bardzo, ale to bardzo mi tego brakowło. Czyli rzeczywiście dalej go kocham. To chyba musi być miłość na całe życie, skoro 2 lata się praktycznie nie widujemy, a nasze uczucia wobec siebie nawzajem nie zgasły. To coś cudownego. Ale czy to może być możliwe? No cóż... w moim przypadku, to chyba cuda się zdarzają, bo to, że wgl Chris do mnie zagadał po tym wszystkim na pewno było cudem. Cudem Bożym. Dziękuję za to. Dziękuję, za szance na odnowienie sobie życia i dziękuję, że Bóg zesłał mi takiego chłopaka, jak Christian. Nigdzie, nigdy takiego samego nie znajdę. On jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Jest wariatem, ale kochanym.
-Kocham Cię. - powiedział po chwili.
-Ja Ciebie też. - odpowiedziałam, bez najmniejszego namysłu.
-Tak baaaardzo mooocno Cię kocham. - przeciągał.
-A ja Ciebie baaardziej. - także przeciągałam.
Naprawdę... kocham tego chłopaka, jak nikogo innego...
Tej nocy spałam u Christiana. Nikt nie mógł się tego sprzeciwić, bo nie ma moich rodziców, ani brata, a rodzice mojego chłopaka zgodzili się bez problemu. Oczywiście, powiedziałam im, że będę spać u Caitlin. Ale tak nie było. ( xd. ). W nocy... stało się TO. Tak... razem z Christianem przeżyliśmy nasz pierwszy raz. Było cudownie. Ale jedna rzecz mnie niepokoi... nie mieliśmy prezerwatywy... to wgl nie było zaplanowane, nie było tego w planach... po prostu pociągnęły nas emocje i rozpalenie naszych gorących ciał. A co jak będę... Nawet nie chcę o tym myśleć! Wystarczy teraz myśleć tylko o tym, że nic się nie stało. W końcu mamy z Chrisem tylko po 17 lat...
CDN...
***
Tadaaaa!
Prolog Suerte Corazon !
Jak mi wyszedł? Proszę o komentarze!!!
Następny nie wiem kiedy.
Paa! ;*
Pytania zadawajcie tu:
A nie w komentarzu. ; ]
3 komentarze:
zaebiście < 3333333333
Ekstraa :] Ciekawi mnie jednak to czemu nowy blog ma nazwę "Suerte Corazon" ??
Monia :]
no właśnie, skąd ta nazwa?
+ ogl dziwny ten prolog XD
Prześlij komentarz