sobota, 6 sierpnia 2011

15 - 'Wieże, że mnie kochasz, a jeśli jest tak naprawdę, to pozwolisz mi odejść w spokoju.' - Epilog.

[...]
Zawachałam się przed naciśnięciem, ale jednak to zrobiłam... drzwi otworzył mi zapłakany Christian z włosami rozczochranymi na wszystkie strony.
-Co ty tu robisz? - próbował być silny, ale mu to nie wychodziło. Wtedy zauważył, jak ja wyglądam i moje pocięte ręcę.
-Przepraszam, ale skoro moje serce biło z powodu Twojej miłości do mnie, to chyba stanęło w miejscu, bo już mnie nie kochasz. A skoro moje serce stanęło w miejsciu to i ja muszę odejść z tego świata... - płakałam jeszcze bardziej, niż przedtem. Wymówienie każdego słowa było dla mnie cierpieniem.
-Co?! Jak to?! Nie! Nie możesz! Kocham Cię! Dalej Cię kocham! - krzyczał i próbował mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Jakbyś mnie dalej kochał, to być tak mnie nie potraktował. - powiedziałam z wyrzutem.
-Zrozum, zdenerwowałem się wtedy... poniosło mnie! - tłumaczył się.
-Nie! I tak już wszystko stracone. Przepraszam. Przeproś ode mnie wszystkich. I powiedź moim rodzicą, że teraz będę w lepszym świecie. Przepraszam za wszystko. Do widzenia, Christian. Kocham Cię najmocniej na świecie. - lekko pocałowałam jego usta, wepchnęłam w jego dłoń kartkę, którą wcześniej napisałam i odeszłam. Chciał już za mną biegnąć.
-Nie, Chris. Zostań. - powiedziałam i mnie posłuchał. Ja odeszłam. Poszłam w stronę plaży. Usiadłam na zimnym piasku i wpatrywałam się w rozległy ocean. Był piękny, naprawdę. Wyciągnęłam powolnymi ruchami ostry nóż z mojej torby i przyglądałam się mu z uwagą.

*Oczami Christiana*
Nie wieżę, że ona chcę się zabić! Przeze mnie! Jeezu. Chwila! Mam kartkę od niej.
W pośpiechu zacząłem ją czytać. Samowolnie oczy mi się zeszkliły, kiedy widziałem czerwone krople na kartce.

Witaj, Christian!
Jeśli teraz czytasz tą kartkę to wiedź, że mnie już nie ma na tym świecie. Odeszłam...
To nie Twoja wina... to moja. Przepraszam Cię za wszystko.
Nie wiem, jak mogłam to zrobić...
Jestem zrozpaczona... nie ma już dla mnie miejsca na tym świecie.
Wieże, że mnie kochasz, a jeśli jest tak naprawdę, to pozwolisz mi odejść w spokoju.

Trzy ostatnie słowa:
Przepraszam za krzywdy!

Kocham Cię i będę tęsknić, Adelaide Wale.
Razem na zawsze, jesteś w moim sercu i w Nim pozostaniesz.


Czytając ten "list" cały byłem roztrzęsiony i płakałem. To takie nierealne. Mimo to pobiegłem w stronę plaży. Widziałem, jak Abby idzie w jej stronę. Biegłem z prędkością światła. Księżyć lekko oświetlał błękitny ocean i piasek. Z oddali ujrzałem siedzącą na ziemi postać. Mogłem spostezec, że to Abby. Miała w ręcę duży i jak mniemam ostry, nóż. Już miałem biegnąć w jej stronę, ale przypomniały mi się słowa, które napisała na kartcę, którą dalej trzymałem w ręku. "Wieże, że mnie kochasz, a jeśli jest tak naprawdę, to pozwolisz mi odejść w spokoju". Spełnie jej ostatnią wolę. Z oddali zauważyłem, jak Abby wbija sobie nóż w klatkę piersiową. Wtedy do niej podbiegłem. Zacząłem płakać nad jej ciałem. Delikatnie pocałowałem jej zimne i sine usta. Nie wiele czekając wyciągnąłem z jej troby długopis i dopisałem na kartce ostatnie słowa: "Ja również przepraszam. Kocham Cię, Christian Beadles. Razem na zawsze, jesteś w moim sercu i w Nim pozostaniesz.". Po czym wziąłem nóż i również wbiłem go sobie w pierś. Upadłem obok niej i odszedłem...

*Ranek - oczami Caitlin*
-Nigdzie ich nie ma! - krzyknęłam do Justina, Payton, Chaza i Rayana. Wszyscy szukaliśmy Abby i Chrisa. Nagle z oddali na plaży zauważyłam dwie, leżące na plaży postacie. Od razu mogłam spostrzec, że to oni. W ogół było pełno krwi.
-Tam są! - krzyknęła Payon, która również ich zobaczyła. Szybko tam podbiegliśmy. Sprawdziliśmy pulsy i jak się okazało... nie żyli. Wszyscy płakaliśmy. Obok leżała kartka. Przeczytałam ją na głos i jeszcze bardziej się rozpłakałam. Kartka od Abby, a Christian też się dopisał. Popełnili samobójstwo z miłości. To okropne. Ale naprawdę się kochali. Odeszli w tak młodym wieku... 17 lat to naprawdę mało.


*10 lat później - oczami Justina.*
Już minęło 10 lat odkąd Abby i Christian popełnili samobójstwo. Ja jestem z Caitlin i mamy śliczną córeczkę o imieniu Abby. Nazwaliśmy ją na cześć naszej przyjaciółki. Rayan i Payton mają synka, nazwali go Christian. Chaz i pewna dziewczyna o imieniu Veronica są małżeństwem i oczekują dziecka. Właśnie wszysy idziemy na grób naszych przyjaciół. Mają go razem. Jak co roku, w rocznice ich śmierci chodzimy tam. Na nagrobku widnieje napis:

Tu spoczywają:
Adelaide Wale: 11.08.1996r.-30.06.2013r.
&
Christian Beadles: 22.11.1996r.-30.06.2013r.

"Razem na zawsze..."

"Niech spoczywają w pokoju wiecznym, Amen."


***
Taa... Epilog Suerte-Corazon.
Smutne zakończenie... ale nic się dobrze w życiu nie kończy.
Smutno mi się z Wami rozstawać... chodź... nie. Przecież już pracuję nad zupełnie nowym opowiadaniem:
www.cruel-story.blogspot.com
Zapraszam.

UWAGA!
BĘDZIE JESZCZE 2 EPILOG Z SZCZĘŚLIWYM ZAKOŃCZENIEM!

Przykro mi z tego powodu, że mi wyszedł taki krótki i denny... Przepraszam!

Dedyk dla:
buulci. ;*

Pozdrowienia dla:
Wszystkich czytelników! Dziękuję, że czytaliście! ;*

Mam nadzieję, że moje drugie opowiadanie będzie bardziej komentowane, niż to. ^^

Do zobaczenia na:
www.cruel-story.blogspot.com

2 komentarze:

Fanki BTR pisze...

;o , płakałam ;c .
dziękuję za dedyk <3 .
kocham cię :*
dawaj jak najszybciej to dobre zakończenie <3

Anonimowy pisze...

fajne :)