2 tygodnie później...
Nareszcie! Dzisiaj wychodzę ze szpitala! Yeeaaah! Aa... właśnie. Amnezja przeszła. Nie wiem jakim cudem sobie to wszystko przypomniałam, ale okey. Nie wnikam. Ważne jest to, że jest już dobrze. Chyba był to tylko chwilowy zanik pamięci. Ale niepokoi mnie pytanie lekarza "czy uprawiałaś sex?". No i co mu do tego? Wgl o co mu chodziło? Muszę się go zapytać. Właśnie weszedł do mojej byłej sali, kiedy ja się pakowałam.
-Wszystko w pożątku? - spytał troskliwie lekarz.
-Tak... a raczej, to nie. Mam pewne pytanie.
-Tak?
-Dlaczego pan się mnie pytał, czy uprawiałam sex? - spytałam trochę nieśmiało.
-Dlatego, że podejrzewamy, że jesteś w ciąży. - powiedział spokojnie. Jak on takie rzeczy może mówić spokojnie?! Kurwa no co to za popierdolony lekarz?!
-Ale ja robiłam test ciążowy i nie możliwe jest to, abym była w ciąży. - zapewniłam go.
-Być może test wykazał zły wynik, bo na to wygląda, że rzeczywiście jesteś w ciąży.
Zatkało mnie. Przecież ja nie mogę być w ciąży! Kurwa mać!
-Czy mówił pan o tym komuś? - spytałam drżącym głosem.
-Tylko Chrisowi. - zapewnił mnie lekarz. Ja głośno przełknęłam ślinę.
-Gdzie on jest? - spytałam po chwili.
-Nie wiem... Ooo! Właśnie tu idzie!
-Cześć skarbie, dobrze się czujesz? - spytał zatroskany Christian.
-Tak, dobrze. - powiedziałam nieśmało.
-Ej, co jest? - widocznie wyczuł moje zawstydzenie.
-To ja was zostawie samych... - wtrącił się lekarz i wyszedł.
-To mów, co jest? Widzę, że nie jest za dobrze. O co chodzi? - znowu spytał.
-Wiesz o tym, że jestem w ciąży? - zapytałam, a raczej stwierdziłam to. Ale wypowiedziałam to tak cicho, że tego nie usłyszał.
-Co powiedziałaś? Nie dosłyszałem. - powiedział z dziwną miną.
-Jestem w ciąży... - powiedziałam trochę głośniej niż przedtem, ale jeszcze tego nie usłyszał. Kurwa ile on tych uszu nie mył, miesiąc?!
-Przepraszam, ale też nie słyszę. Możesz powiedziać to normalnie? - trochę go to chyba wkurzyło.
-Jestem w ciąży idioto! - krzyknęłam na całą sale.
On spuścił głowę.
-Wiem... - powiedział cicho, ale usłyszałam go.
-Co zrobimy? - spytałam już normalnym tonem głosu.
-Jakoś sobie napewno poradzimy. Pomogą nam nasi rodzicie, napewno. Nie bój się. Wszystko będzie dobrze. - zapewniał mnie, ale ja nie wierzyłam w to, że będzie teraz cokolwiek dobrze.
-Chris... ty nie rozumiesz! Jak w szkole się dowiedzą, że jestem w ciąży to będą mnie wyzywać od szmat, dziwek, puszczalskich i jeszcze Bóg wie kogo! Ja tak nie chce Chris... nie chce. Cholernie się boje tej ciąży i porodu. Boję się co będzie potem, kiedy już będziemy mieli to dziecko... ja sobie nie poradzę... Christian... ja się po prostu tego wszystkiego boję...
-Abby... ja też się boję, ale jakoś sobie poradzimy z tym. Razem. - uśmiechnął się i pocałował mnie delikatnie w usta, co odwzajemniłam.
-A co powiem rodzicą? - spytałam.
-No jak to co? Prawdę. - powiedział.
-Ale ja nie mogę... będą mi robić mowę, że jestem nieodpowiedzialna i że niezabiezpieczyłam się. No i że wgl TO zrobiłam... ja tego nie chcę... - powiedziałam ze łzami w oczach.
-Sama tego nie będziesz musiała mówić. Powiemy to razem. Obiecuję. - powiedział i mocno mnie obiął ramionami, jakby się bał, że zaraz ma mnie stracić. Ale tak nie będzie. Ja go nie zostawię, ani on mnie. Na zawsze już będziemy razem. Przynajmniej taką mam nadzieję...
Boję się... rozmowy z rodzicami...
Boję się... ciąży...
Boję się... tego dziecka...
Boję się... że Chris mnie zostawi...
Boję się... iść do szkoły w takim stanie...
Boję się... boję się mojego własnego życia, które sobie stworzyłam i otoczyłam niewidzialną rutyną smutku...
Boję się... boję się wszystkiego i wszystkich...
Czemu...?!
***
Zdziwieni?! ;p.
Fajny rozdział? ; ]
Dedyk dla:
MissVanessa9807
Dziękuję, że czytasz! ;*
Pytania? :
Do zobaczenia! ;3
1 komentarz:
Zarąbisty rozdział ;) A i dzięki za dedyk , czekam na następny ;D
Prześlij komentarz