Wtorek... szkoła... dobrze, że mi jeszcze tego cholernego brzucha nie widać. Jak tylko coś się pojawi, przestanę chodzić do szkoły. Przysięgam!
Boję się powiedzieć prawdy rodzicom... nie wiem jak zareagują. Szczególnie ojciec. Ale dzisiaj się umówiłam z Christianem i razem powiemy to moim i jego rodzicom. Nie mam bladego pojęcia jak to przyjmą, ale muszą znać prawdę, że ich dzieci będą mieli dziecko... boże... jak to choro brzmi...
6:00... właśnie zadzwonił mój chory budzić, który standardowo zrzuciłam na podłogę wywołując trzask, ale nic sobie z tego nie zrobiłam. Ślamazarnie "ściągnęłam" swoje zwłoki z łóżka, ubrałam mięciutkie kapciuszki-króliczki i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej zieloną spódniczkę z czarnym paskiem i do tego czarną bluzkę z takim dużym, zielonym kwiatem na boku. Ruszyłam do łazienki. Kiedy już się tam znalazłam ściągnęłam swoją sweet-emo pidżamkę i wskoczyłam pod prysznic, ktory chociaż na chwilę pozwolił mi nie myśleć o szarej i porąbanej rzeczywistości. Jedna dobra strona mojego życia to chyba tylko to, że mam Chrisa i przyjaciół. Bo nic już innego nie miało sensu. Kiedy wyszłam z kabiny ubrałam się i zaczęłam robić lekki makijaż. Zrobiłam swoją fryzurkę i wyszłam. Z podłogi zgarnęłam torbę z książkami i komórkę. Zeszłam na dół. Na stole w kuchni już czekały na mnie świeże naleśniki z syropem klonowym. Przy stole siedział już mój brat, który jest tu chwilowo. Zrobił sobie przerwę w College'u. Ale już za jakiś tydzień z powrotem tam wraca. Ślamazarnie zjadłam śniadanie, wstałam od stołu, ubrałam czarne trampki z zielonymi sznurówkami i wyszłam z domu, trzaskając za sobą drzwiami. Po jakiś 15 min. byłam już przed wejściem do znienawidzonej przeze mnie szkoły. Już minęły 2, prawie 3 lata, odkąd mieszkam w Atlancie, znam się z Chrisem i chodzę do tej przecudownej szkoły. Oo taak. Czujecie ten sarkazm? Kiedy przekroczyłam próg szkoły momentalnie wszystkie oczy zostały skierowane na moją osobę. Dziwnie się czułam przechodząc korytarzem, kiedy każdy się na mnie gapił, jak na jakiegoś kosmitę. Chyba wiedzą o wypadku. No cóż... wieści po Atlancie szybko się rozchodzą. Szczególnie w szkole. Jedna osoba się dowie i już cała szkoła wie. Takie debilne życie. Ale wracając do mnie. Właśnie podeszłam do szafki i poprawiałam włosy w lusterku, kiedy z tyłu zobaczyłam odbicie Justina. Szedł w moją stronę z ogromnym rogalem na twarzy. On, ani reszta nie wiedzą, że jestem w ciąży. Ale prędzej czy później się dowiedzą, więc powiem to Justinowi teraz, jak tylko zdobędę na to trochę odwagi. Beebs podszedł do mnie i nie wiem czemu, ale na przywitanie cmognął mnie w policzek, nigdy tak nie robił, no ale cóż. Nie ważne.
-Cześć. - uśmiechnął się.
-Hey... co tam? - odwzajemniłam uśmiech.
-A nic... nudy. A u Ciebie?
-Też nudy... nic ciekawego się nie wydarzyło. - próbowałam brzmieć przekonująco, ale chyba mi to nie wyszło.
-Abby, przecież widzę, że coś jest nie tak! - kurcze! wyczytał to z moich oczu! Ja nie umiem kłamać i tyle. Dlaczego?!
-No ale na serio, nic się nie stało. - skomentowałam, próbując jakoś wybrnąć z tej dziwnej sytuacji.
-Powiedz mi, proszę. Przecież wiesz, że nikomu nie powiem... - przekonywał mnie.
-Sama nie wiem... - powiedziałam cicho i pierwsze łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Justin widocznie to zauważył, bo wziął mnie za rękę i zaciągnął za szkołe.
-Dobra... możesz mówić... - zaczął.
-Ale ja nie chcę... to już nie jest taka normalna sprawa... z chłopakiem, albo ocenami... nie już zwyczajne szkolne problemy... to coś zupełnie innego... - mówiłam, szlochając.
-Ale mi możesz powiedzieć. - powiedział opiekuńczo o mnie do siebie przytulił. Przy nim czułam się taka bezpieczna, kochana i czułam, że on jako jedyny mnie rozumie. A co z Christianem? On też mnie kocha, czuję to. Także czuję się przy nim bezpieczna... ale czy on mnie rozumie? Nie wiem. Może trochę.
-Justin... ja... - zacięłam się. Nie dam rady mu tego powiedzieć...
-Tak?
-Ja... jestem... - wgl nie mogłam wydusić z siebie żadnego dźwięku, słowa. -...jestem..w... - rozpłakałam się.
-Nie płacz, proszę. - uspokajał mnie.
-Jestem w ciąży. - niemalże wybuchnęłam płaczem. Mocniej wtuliłam się w klatke piersiową Justina. On tylko jeszcze mocnej mnie do siebie przytulił. Jedną dłonią delikatnie głaskał mnie po głowie, a drugą trzymał na plecach, obejmując mnie. Dopiero teraz poczułam się bezpieczna, tak naprawdę... bezpieczna...
CDN...
***
Czekaliście?
Ktoś to wgl czyta?
Bo pod ostatnim rozdziałem był TYLKO 1 komentarz. ;c
Ma to sens, żebym jeszcze pisała to opowiadanie? ;c
Jak rozdział?
Pytania? :
Do zobaczenia! :3
4 komentarze:
Ja czytam od samego poczatku ale nie komentuje za czesto... 1 czesc tez czytałam SUPER! Rozdził jak zwykle genialny <3
Zapraszam na http://no-easy-story.blogspot.com/
dziekuje za pomysł na pisanie w sieci opowiadania Tobie i KochamSiebiex3
obydwie was śledze i czekam !
pisz dalej opowiadanie , prosze ;C Ja czytam każdy rozdział ale teraz wyjeżdżam na dwa tygodnie ...więc ...;(
Ale ten rozdział jest super ;D
boskii <3
Prześlij komentarz