wtorek, 5 lipca 2011

07 - 'Dziękuję, że jesteś.'

...[...]...
-Zz kkim...? - zapytał, lekko się jąkając. Widocznie był w lekkim szoku. No... nie dziwie mu się...
-Z Christianem... - głośno przełknęłam ślinę.
-On o tym wie?
-Tak, wie.
-A rodzice?
-Nie.
-Zamierzacie im powiedzieć? - spytał.
-Tak. Ale nie mam bladego pojęcia jak i bardzo się tego boję... bardzo... - dalej płakałam.
-Jakoś sobie napewno poradzicie. Nie marw się. Wszystko będzie dobrze. - zapewniał mnie.
-Nie! Nie, Justin! Nic już nie będzie dobrze! Wszyscy w kółko tylko mi to mówią, ale oni tak naprawdę nie wiedzą, jak ja się czuję! Nigdy już nie będzie tak, jak dawniej... tych zwyczajnych szkolnych problemów z ocenami, z rodzicami... teraz będzie zupełnie coś innego! Dziecko, będzie miało dziecko! Ty słyszysz, jak to choro brzmi? Ja się chyba zaraz zabiję! Ja nie dam rady, Justin! Nie dam rady, rozumiesz to? Ja już jestem bezsilna... - krzyczałam zdesperowana, dziwacznie gestykulując rękoma przed jego nosem.
-Rozumiem Cię, ale nie musisz tak histeryzować. Poradzisz sobie jakoś. - uspokajał mnie dalej, ale na nic jego starania.
-Ty mnie nie rozumiesz Justin! Ty nie jesteś w ciązy! Ty nie będziesz miał dziecka w tak młodym wieku! Nie będziesz ojcem, tak jak Chris! I nie, nie poradze sobie! I muszę histeryzować! Muszę jakoś wyładować swoje emocje! - jeszcze gorzej popadałam w szał z każdym jednym słowem. Coraz bardziej płakałam i coraz bardziej chciałam... chciałam się pociąć... tak, jak kiedyś... poczuć tą wielką ulgę i ból przeszywający moje ciało... ból zewnętrzny, które jest o niebo lepszy od bólu wewnętrznego. Tak bardzo chciałam to teraz zrobić. Jedno z moich teraźniejszych pragnień.
-Prawda... nie jestem w ciąży, nie zostane ojcem... ale naprawdę Abby, wiem jak się czujesz! Przyżekam! - znowu mnie uspokajał i tym razem mu się trochę to udało. Rozpłakałam się znowu, a on mnie tak po prostu przytulił. Jak dobrze, że go mam.
-Przepraszam... - wydukałam w jego klatke piersiową, przez płacz.
-Za co? - zdziwił się.
-Za to, żę tak na Ciebie nawrzeszczałam, nie chciałam... naprawdę. Trochę mnie poniosło, przepraszam. - dławiłam się własnymi łzami.
-Nie masz za co... nic nie szkodzi. Wybaczam. - uśmiechnął się lekko, co odwzajemniłam.
-Dziękuję, że jesteś. - powiedziałam cicho, kiedy się od niego "odkleiłam".
-Nie ma za co. - uśmiechnął się. -A teraz chodź. Pójdziemy do mnie. Nie możesz wrócić do szkoły w takim stanie. - powiedział, ja tylko mu przytaknęłam i ruszyliśmy w stronę jego domu. On obejmował mnie czule, ale i mocno w talii, a ja byłam w niego wtulona. Wyglądaliśmy jak para.
Kiedy dotarliśmy do domu od razu poszliśmy do jego pokoju.
-Potrzebujesz czegoś? Jedzenia, picia? - spytał opiekuńczo i położył mnie na łóżko.
-Nie, nic. Dziękuję. - uśmiechnęłam się lekko.
-Napewno? - uniósł jedną brew do góry, co wywołało u mnie lekki śmiech.
-Tak. - powiedziałam przez śmiech. Wtedy Justin położył się koło mnie, a ja tak po prostu wtuliłam się w niego, kładąc głowę na jego klacie.

Leżeliśmy tak dobre 20 minut... wsłuchiwałam się w jego bice serca, z każdym udzerzeniem czułam, że ono bije tylko dla mnie... ale nie jestem pewna, czy tak rzeczywiście było.
-Abby... - zaczął, spoglądając na mnie.
-Tak? - spytałam, podnosząc głowę. Patrzyłam mu prosto w oczy, tak samo, jak on w moje. Widziałam w nich piękne iskieri szczęścia i... miłości.
-Kocham Cię. - powiedział pewny siebie. Ja tylko spuściłam głowę, ale delikatnie uśmiechnęłam się pod nosem.
-Ja Ciebie też... - powiedziałam bardzo cichutko, spoglądając na niego, spod spuszczonej głowy. Uśmiechał się do mnie. Wtedy usniosłam głowę do góry i tak po prostu, jak gdyby nigdy nic wpiłam się w jego usta niczym pijawka. ( xd. ). On delikatnie muskał moje usta swoimi, wywołując tym samym u mnie dreszcze i motylki w brzuchu. Ja tylko cały czas pogłębiałam ten piękny, magiczny i namiętny pocałunek. Właśnie JB miał "wjechać" swoim językiem w moje usta, kiedy oprzytomniałam i uświadomiłam sobie, że właśnie zdradziłam Christiana z jego najlepszym przyjacielem, ale także Caitlin, z jej chłopakiem - coś w tym było. No i, że Beebs ją zdradził z jej najlepszą przyjacółką... ze mną. Czułam się z tym okropnie.
Niechętnie oderwałam się od miękkich i malinowych ust Justina, wywołując na jego twarzy lekki grymas. Ja też nie byłam zadowolona przerywając tak cudowną chwilę, ale trzeba było...
CDN...


***
Sorry, że tak długo nie dodawałam, ale mam urwanie głowy. ;c
Sorry, że taki krótki, ale napisałam jeden długi i był za długi i go rozdzieliłam na 2 części.
Następne będą dłuższe i ciekawsze! Dużo się będzie działo! Obiecuję! ; ]
Z boku bloga zrobiłam ankietę, zagłosuj, proszę! Macie na to 7 dni - tydzień. ;p

Pytania? :

Do następnego! :3

Dziękuję Wam za te 2 tys. odwiedzin na blogu abby-chris-story. Widocznie więcej osób chcę "wejść" w historię abby i chrisa. ; ] Dziękuję, że czytaliście, czytacie i jak się domyślam - będziecie czytać, prawda? ^^


3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Super, tylko nienawidzę tego pedała Chrisa. Z Justinem byłoby jej lepiej ;d

ZUMISIA ;*

Fanki BTR pisze...

KOCHAM CIE :* jesteś najlepsza w opowiadaniach <3 no właśnie...
"DZIĘKUJĘ ,ŻE JESTEŚ!"

Anonimowy pisze...

niech ona będzie z Beebsem!