[...]
Do domu wróciłam o 22:30. Wszyscy w domu już spali. To dobrze. Po cichu ściągnęłam buty i powolutku zaczęłam wchodzić po schodach na górę, do mojego pokoju. Kiedy weszłam do "mojego świata" zapaliłam światło i na łóżku ujrzałam siedzącego Christaiana. Co on tu kurwa robi?
-Yy... cześć... - powiedziałam nieśmało, lekko się uśmiechając i weszłam głębiej do pomieszczenia. Podeszłam do Chrisa, wtedy on wstał. Staliśmy ze sobą oko w oko.
-Cześć. Gdzie byłaś? - zapytał zupełnie jak mój ojciec.
-Yy... u Payton... - skłamałam.
-Nie prawda, Payton jest u Caitlin. - powiedział mroźnym głosem. Aż mi ciarki przeszły. Spuściłam głowę. -Gdzie byłaś? - powtórzył.
-U Justina... - powiedziałam cicho, a oczy mi się zeszkliły.
-Co tam robiłaś? - wypytywał, dalej tym samym, mrożnym tonem.
-Gadałam z nim... - odpowiedziałam niepewnie. -Czemu robisz mi kazanie? - zapytałam kpiąco, lekko tym podirytowana.
-Bo się o Ciebie martwie... - powiedział i złapał mnie delikatnie, ale z wyczuciem za ramiona, zmuszając tym samym mnie, abym się do niego przysunęła. Przytulił mnie. W jego ramionach także czułam się bezpiecznie, ale zarazem tak nieswojo. Poprostu dziwnie. Chris mnie od siebie odsunął i delikatnie musnął moje usta, a ja, żeby nie wzbudzać podejrzenia, odwzajemniłam to.
-Eyy... co jest? - zapytał nagle. Wyczuł coś.
-Yy... nic? Czemu niby ma coś być? Haha. - zaśmiałam się cicho.
-Nieważne. - powiedział i spojrzał na mnie podejrzliwie, ale ja się tylko uśmiechnęłam. -Mam Ci coś ważnegogo powiedzenia, w tak właściwe to dwie rzeczy. - powiedział i razem usiedliśmy na łóżku, chodź miałam wrażenie, że zaraz z niego wstane.
-To co takiego chciałeś mi powiedzieć? - spytałam, bojąc się odpowiedzi.
-Powiedziałem Twoim rodzicom, że jesteś w ciąży... - chwile zawachał się z odpowiedzią, ale kiedy już to powiedział, to wiedziałam, że będę miała kazanie od rodziców, jak nigdy. Jak on mógł?!
-Co?! Jak mogłeś coś takiego zrobić?! Przecież mieliśmy im to powiedzieć razem!? Wiesz co znaczy słowo razem?! Może Ci przeliterować?! R-A-Z-E-M! Nienawidze Cię! - wkurwiłam się jak nigdy. I tak jak myślałam, wstałam z łóżka, przedtem go popychajc, tak, że teraz na nim leżał, ale po chwili wstał. Podeszłam do okna i oparłam się o barierkę.
-Przepraszam... - wydukał obejmując mnie od tyłu.
-Ja też... trochę za bardzo mnie poniosło... - także wydukałam, a pojedyńcze łzy spływały po moich policzkach. Christian obrócił mnie do siebie przodem. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Kocham te jego zielone tęczówki... ahh... uśmiechnęłam się pod nosem. On jedną ręką mnie obejmował, a drugą miał na moim policzku i kciukiem wycierał moje pojedyńcze łzy.
-Wiesz, że Cię kocham? - spytał, śmiejąc się lekko.
-Wiem. A wiesz, że ja Ciebie też? - również tak samo zareagowałam. On tylko przytaknął mi i zaczeliśmy się namiętnie całować, kiedy przypomniało mi się, że miał mi coś jeszcze do powiedzienia. Nie chętnie go od siebie odepchnęłam.
-Co miałeś mi jeszcze do powiedzienia? - zapytałam wprost.
-Wyjżdżam... - wydukał cicho. Ja tylko popatrzyłam na niego z pogardą i go najmocniej jak umiałam, odepchnęłam, czego skutkiem było moje zachwianie się, a jego wylądowanie na łóżku. Zakręciło mi się w głowie od tego wszystkiego. Kurwa, jebany palant!
-I teraz mnie tak tutaj zostawiasz?! No wiesz, dziękuję Ci bardzo! Wiesz jak ja się teraz czuje?! Jak szmata! Tak kochanie, jak szmata! Jak jebana szmata, która dała się ponieść boskiemu ciału Christaiana Beadlesa! Teraz jestem w ciąży i mnie zostawiasz, tak?! Jesteś okropny! Jesteś kurwa jebanym palentem, sukinsynem i Bóg wie jeszcze kim! - wysyczałam przez zaciśnięte zęby, obróciłam się na pięcie i usiadłam na łóżko. Po chwili poczułam, jak Chris na nim siada. Ja miałam twarz schowaną w dłonie i płakałam. On mnie delikatnie od tyłu przytulił.
-Prze... - niestety nie zdążył dokończył, bo mu przyłożyłam w twarz. Po prostu dałam mu z liścia. Aż się chłopak zachwiał. Prychnęłam pod nosem.
-Jedno przepraszam, nie wystarczy, aby było fajnie - znowu do niego wysyczałam.
-Ale Abby! Błaaaagaaam! Zrozum, dostałem propozycje nagrania mojej piosenki (patrz: 1cz. opowiadania, rozdział 19.), bo kiedy dodałem ją na YT to jakiś producent zobaczył filmik i mi to zaproponował. Wyjeżdżam do Los Angeles. - tłumaczył się.
-A co mnie kurwa obchodzi Twoje jebane Los Angel... - nie dane było mi dokończyć, bo się skapnęłam, co powiedział. -... dostałeś propozycje nagrania piosenki?! - nie dowierzałam. Lekko się uśmiechnęłam i chyba to zauważył, bo on też. Przytaknął mi.
-Gratuluję! - krzyknęłam, tak, aby nie obudzić nikogo w domu i przytuliłam go. -Przeprzaszam, że Ci przyłożyłam i za tą awanturę. - powiedziałam, i zrobiłam maślane oczka, jak kot ze Shreka mówiąc: "Wybacys?". On się tylko uśmiechnął i za chwilę byliśmy złoczęni w namiętnym, a zarazem "drapieżnym" (xd.) pocałunku.
Pogadaliśmy jeszcze trochę i Chris zebrał się do domu. Ja się wykąpałam, przebrałam w koszule nocną i od razu zasnęłam. Cóż... ten dzień pełen wrażen mnie po prostu wykończył.
***
Sorry, ale teraz są wakacje, jestem po przeprowadzce, no i uczę się języka Włoskiego, żeby w szkole było mi łatwiej, no i poznaje miasto. Nie mam po prostu czasu i rzadko siedzę teraz na laptopie... -.-
Przepraszam...
A jak podoba Wam się ten rozdział?
Trochę krótki, co nie?
Taki jakiś nijaki mi wyszedł.
Komentujcie...
Pytania? :
Do zobaczenia! :3
2 komentarze:
Niech ten jebany palant zniknieee. Szkoda, że go na śmierć nie pobiła O.O hahaha A tak to fajne, nie licząc Chrisa.
nie podoba mi się, strasznie dziwna zmiennośc nastroju. pierw zła na niego jak nie wiem co, a później szczęśliwa jak cholera. dziwne.
Prześlij komentarz