[...]
Nie... to do niego nie podobne...
-Justin? - spytałam nieśmiało, spoglądając lekko na niego spod spuszczonej głowy.
-Tak?
-Czy zdajesz sobie sprawę, że słowo "Kocham" jest naprawdę ważne dla każdego z Nas i nie sądzisz, że jeśli jesteś z Caitlin, a ja z Christianem, to nie powinienieś do mnie zarywać?
-Wiem, ale co mam zrobić, skoro Cię Kocham? - spytał.
-Nie wiem... - powiedziałam cicho i głośno wypuściłam powietrze z ust. -Justin... to mnie wszystko przerasta. Nie możemy być razem. Ja będę miała dziecko z Christianem no i nie bardzo. Nie chcę go zdradzać i pożucać. Kocham go. - sama nie wiedziałam do mam mówić. Mówiłam, co ślina mi na język przyniosła.
-Ale... - zaciął się. Nie wiedział co powiedzieć.
-Tak, Justin? - zapytałam, patrząc mu w oczy. Były one przepełnione smutkiem, bólem i żalem. Przeze mnie? Dlaczego? -Justin... ty... ty naprawdę myślisz, że ja to wszystko tak zostawię i pobiegne do Ciebie? Myślisz, że zostawie Christiana? Moje dziecko bez ojca? - łzy podchodziły mi do oczu.
-Nie... Abby... to nie tak... nie chcę zniszyć Waszej rodziny, którą nie długo będziecie. Po prostu już nie mogę tego dłużej tłumić w sobie. Kocham Cię i po prostu chcę, abyś to wiedziała... - także miał już zaszklone oczy. Ja nie mogłam wydusić z siebie żadnego dzwięku, a co dopiero słowa, zdania, które mogłoby wszystko poukładać w jedną, logiczną całość. Wszystko poprzewracało mi się w głowie, nie wiedziałam co się dzieje. W tym momencie nic do mnie nie docierało. Stałam jak ten słóp soli na tej rampie patrząc się w jedno, nieznaczne miejsce. Czułam się, jakby tak nagle coś we mnie pękło, jakby właśnie cząstka mnie odleciała lub umarła. Tak... straciłam Justina... mojego najlepszego przyjaciela, który mnie kochał... też go kochałam... i dalej kocham. Ale jak przyjaciela. Tak... rzeczywiście na początku myślałam, że coś z tego będzie... ale wtedy znalazł się Chris i całe uczucie jakim darzyłam Biebera znikło, jak błysk w jego oku, jak błyskawica podczas burzy. To wszystko stało się tak nagle i nie zrozumiale. Nagle przeprowadziłam się z mojej rodzinnej Francji do Stanów Zjednoczonych. Poszłam do mojej szkoły i poznałam Christiana, potem Justina, Chaza, Rayana, Caitlin i Payton. Naprawdę wszystkim ich darzę ogromnym uczuciem... miłością. Potem przez długi czas toczyłam wojnę z Beadlesem, 2 lata rozłąki... Jay, no i powrót... ciąża. Akcja z Justinem. Ja po prostu tego nie ogarniam! Moje życie we Francji było takie... takie... nudne? Być może. Ale przynajmniej normalne. Tam z dnia na dzień nie stawałam się wrogiem publicznym, dziewczyną chłopaka moich marzeń, piosenkarz się we mnie nie zakochiwał i nie zachodziłam w ciążę. Tutaj... w Atlancie całe moje życie wywróciło się do dóry nogami i jeszcze obróciło o 180 stopni.
-Abby... halo! Żyjesz? - odsząsnęłam się ze swoich myśli, kiedy JB zaczął się do mnie wydzierać i machać mi ręką przed twarzą.
-Yyy... tak! Sorry, zamyśliłam się. - powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
-To co? Ćwiczymy dalej? - spytał po chwili, również się uśmiechając słodko. Tak... mi coś odwala.
-No... okey. - odpowiedziałam. Wtedy Beebs zjechał po rampie, a ja za nim. Z każdnym zjazdem szło mi coraz lepiej.
-No, no. Szybko się uczysz. - powiedział Justin i uśmiechnął się do mnie uwodzicielsko.
-I tak oto uczeń przerósł mistrza! - krzyknęłam, podnosząc pięść ku górze, na znak, że wygrałam.
-Tak. Nikt mnie nie przerośnie! - odkrzyknął Bieber i wyprężył swoją klatę do przodu, na co ja wybuchnęłam śmiechem, sama nie wiem czemu. Może dlatego, że śmiesznie to wyglądało? -Z czego tak rżysz? - spytał, również się śmiejąc.
-Z ciebie. - palnęłam, obróciłam się na pięcie i usiadłam na pobliskiej ławeczce. Justin zaraz za mną.
-Wiesz, chcę Ci coś powiedzieć. - zaczął JB. Już się boję.
-Tak? - spytałam lekko zaniepokojona.
-Zerwałem z Caitlin. - powiedział i głośno przęłknął ślinę.
-Co?! - wydarłam się na niego, niedowierzając co ten pacan zrobił. -Czemu?!
-Bo zakochałem się w innej dziewczynie. - powiedział, wypuścił powietrze z ust i spojrzał na mnie kątem oka. No jasne! Ma na myśli MNIE! No to świetnie! Po prostu zajebiście!
-Masz na myśli mnie, tak? - spytałam, wstając z ławki. Założyłam ręcę na piersi i patrzyłam na niego "twierdzącym spojrzeniem". -Tak?! - spytałam znowu.
-No... tak. - stwierdził Beebs, wstał i podszedł do mnie.
-Jak mogłeś złamać serce mojej przyjaciółce?! - krzyknęłam do niego łamiącym się głosem i z płaczem pobiegłam do domu. Kiedy wparowałam zdyszana do domu nikogo w nim nie było. Tym lepiej dla mnie. Szybko wybrałam numer do Payton.
-Payton? - powiedziałam, drżącym głosem do słuchawki.
-Tak... co się stało?
-Możesz przyjść do mnie? Chcę pogadać.
-Jasne. Zaraz będę. - i się rozłączyła. Za jakieś 5 minut pod drzwiami mojego domu stała Pay.
-Cześć. - powiedziała na wstępie. Ja się tylko do niej przytuliłam, płacząc.
-Ey, ey. Co się stało? - spytała i usiadłyśmy na kanapie.
-Nie nawidzę tego uczucia, gdy przyjaciel staje się osobą, którą zaczynam kochać więcej niż przyjaciela... - wyszlochałam i walnęłam się poduszką.
-Ale kto jest tym Twoim "przyjacielem"? - spytała, pokazując rękoma znak cudzysłowia, kiedy mówiła słowo "przyjacielem".
-Justin. - powiedziałam cicho i jeszcze gorzej zaczęłam płakać.
-Co?! - krzyknęła, niedowierzając.
-No właśnie! On... on... - jąkałam się.
-Co on? - spytała Payton, podnosząc moją głowę do góry.
-On powiedział... że... że... mnie kocha! - krzyknęłam zrozpaczona. Payton mnie przytuliła.
-Czyli on zerwał z Cait z tego powodu, że zakochał się w Tobie?! - spytała.
-Tak... - wyjąkałam i wtuliłam się w nią.
CDN...
***
Przeepraszam!
Miał być 22, ale mam urwanie głowy.
Dziękuję, za tyle komentarzy pod poprzednim rozdziałem, jesteście cudowni! ;*
Oby tak dalej! ;p
Pytania? :
Do następnego! ;*
3 komentarze:
Super <3 Kocham Cię słonko :** <333 +daj mi chrisa xd <33
A spaadaj. xd On jest móóój! ♥
fajnie :d
Prześlij komentarz