czwartek, 28 lipca 2011

12 - 'Czy on właśnie powiedział, że mam wybierać między nim, a Christianem?!'

[...]
-Ja pierdole! Moje życie to totalny kanał! - krzyknęłam do Payton.
-Eyy... nie jest aż tak źle. Powiedz mi prawdę... czujesz coś do Justina? Jeśli nie, to nie ma problemu. - powiedziała i uśmiechnęła się.
-Yy... no nie wiem... chyba nie. Ale on jest miły, słodki, uroczy, przystojny, a te jego piękne czekoladowe oczy, malinowe usta i powalający uśmiech... no i jeszcze... - mogłabym tak wymieniać wieki, ale nie dane było mi dokończyć, bo Payton mi przerwała.
-Ty go kochasz! - krzyknęła, podskakując do łóżku i ciesząc ryj.
-I z czego ty się tak cieszysz? - spytałam z dziwną miną.
-Aa... no tak! To przecież źle! Baaardzo źle! - zaczęła się wymigiwać.
-No... to co mam zrobić? - spytałam.
-Nie mam bladego pojęcia... posłuchaj głosu serca. - powiedziała, wstała z kanapy i wyszła. Co ona do mnie pierdoliła? A tak! Żebym posłuchała głosu serca, bla, bla, blaa! Dobra! Położyłam się na kanapie, zamknęłam oczy i próbowałam skontaktować się ze swoim sercem.
Po godzienie zakończyłam moje "rozmyślania" i wysłałam Bieber'owi sms'a, zebyśmy się spotkali w parku, na ławce, koło fontanny. Odpisał krótko i na temat: "Okey, bądź tam za 10 min." i tyle. Szybkim krokiem poszłam na górę i w ekspresowym tępie ogarnęłam się, założyłam balerinki i wybiegłam z domu jak poparzona. Mam jescze 5 minut, spoko. Po niecałych 5 mintach już siedziałam na ławce w parku. Właśnie dosiadł się do mnie Beebs.
-Cześć. To po co chciałaś się spotkać? - powiedział, uśmiechając się.
-Jak ty wtedy powiedziałeś, że mnie kochasz... to ja to przemyślałam i... - zacięłam się.
-I? - spytał z ogromnym zainteresowaniem.
-Ja czuję to samo do Ciebie, co ty do mnie... - wyjaśniłam i lekko się uśmiechnęłam. Odwzajemnił ten uśmiech i cmoknął mnie lekko w usta. Za chwile ja zrobiłam to samo. A już po niecałej minucie byliśmi złączeni w namiętnym pocałunku. Justin obejmował mnie jedną ręką a drugą miał na moim udzie. Za to ja jedną miałam na jego plecach, a drugą mierzwiłam jego cudowne włosy. Tak... zdaję sobie z Tego sprawę, że mam romans z Justinem i zdradzam Christiana, ale co mam zrobić? Tak... kocham Justina. I kocham także Christiana. To jakieś rozerwanie sercowe, czy coś. Nagle, tak nie spodziewanie strasznie zaczął boleć mnie brzuch oraz głowa.
-Aaa! - krzyknęłam z bólu. I jedną ręką złapałam się za brzuch, a drugą za głowę. Naprawdę, wyglądało to komicznie, ale wcale dla mnie takie nie było.
-Abby, co jest?! - przestraszył się.
-Bolii...! - znowu krzyknęłam. Wtedy Justin szybko zadzownił po karetkę. Przyjechali w dobre 5 minut i zabrali mnie do szpitala na sygnale. Justin cały czas siedział przy mnie i trzymał mnie za rękę. Kiedy wyciągnęli mnie z samochodu film mi się urwał.

Właśnie obudziłam się w białej jak niebo sali. Na pierwszy rzut oka mogłabym pomyśleć, że jestem w niebie, ale w niebie nie czułabym bólu, który jednak jeszcze był. Co prawda, nie taki mocny jak wcześniej, ale był. Za chwilę ujżałam koło siebie Justina, który trzymał mnie za rękę, a głowę miał opartą o łóżko.
-Ju... Justin... - powiedziałam bardzo cichutko, bo nie miałam na nic siły.
-Abby?! Ty żyjesz! - krzyknął uradowany.
-Tak... żyję... - odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Odwzajemnił to. Nagle do sali wszedł Dr. Lookin, skąd wiem? Wyczytałam to na jego "plakietce". Kazał Justinowi na chwilę wyjść. Oczywiście zrobił to. Kiedy już byliśmy sami lekarz usiadł na krześle, na którym poprzednio siedział Justin.
-Panno Wale... mam dla pani nie za dobrą wiadomość... - zaczął Dr. Lookin. Nie wiem czemu, ale szczerze to śmieszyło mnie to nazwisko. Ale pomijając to.
-Tak? - spytałam drżącym głosem, patrząc na niego. Miał łysą głowę. Ale znowu pomijając to. (xd)
-Pani dziecko... - zaciął się i głośno przełknął slinę.
-Tak? Co z Nim? - spytałam zaniepokojona.
-Ono... ono nie żyje... - powiedział.
-Co? - spytałam cichutko, niedowierzając. Mimo, że nie byłam zadowolona z mojej ciąży i szczerze nie chciałam tego dziecka, to i tak je kochałam. W końcu ono było częścią mnie.
-Naprawdę... przykro mi. - powiedział, wstał i wyszedł. Ja się rozpłakałam. Za chwilę do sali wszedł Justin, usiadł i zapytał, co się stało, że płaczę.
-Co się stało? Abby? - zapytał opiekuńczo.
-Moje dziecko... ono nie żyje... - powiedziałam ledwo słyszalnie i jeszcze gorzej się rozpłakałam.
-Abby... tak mi przykro... - powiedział również cicho i przytulił mnie. Wtuliłam się w niego.
-Muszę powiedzieć Christianowi. - powiedziałam, sięgnęłam na półkę po mojego Iphona i wybrałam numer do mojego chłopaka. Odebrał po 2 sygnałach.
-Abby! Cześć! Co tam u Ciebie?! - krzyknął radośnie do telefonu.
-Christian... nasze dziecko... - powiedziałam i znowu się rozpłakałam.
-Co z nim?! Abby, proszę, nie płacz. Wszystko będzie dobrze. - uspokajał mnie.
-Nie Chris! Nic nie będzie dobrze! Nasze dziecko... ono nie żyje! - krzyknęłam zdenerwowana do słuchawki, jeszcze bardziej płacząc.
-Jak to?! - spytał nie dowierzając. Słyszałam, że też mu się zgłoś łamał.
-No tak to... nie wiem jak to się stało. Leżę w szpitalu. - powiedziałam, wycierając łzy.
-Boże... Abby... już do Ciebie jadę! - krzyknął.
-Nie! Nie, Chris! Zostań i nagraj tą cholerną piosenkę. Ja sobie poradzę. Dobrze się czuję. Wszyscy mnie wspierają. Naprawdę...
-No dobrze... jak chcesz. - powiedział, ale wyczułam w jego głosie, że coś jest nie tak i coś mu nie pasuję.
-To pa... - powiedziałam cicho.
-Kocham Cię myszko ty moja. - powiedział i poczułam, że uśmiechnął się do słuchawki. Trochę głupio było mi odpowiadać na to przy Justinie, ale muszę... kocham Christiana.
-Ja Ciebie też kocham misiu... - powiedziałam i się rozłączyłam. Kątem oka zauważyłam, że Justin się zmieszał. No nic.
-Też Cię kocham. - powiedział nagle i pocałował mnie prosto w usta.
-Ja tak samo Cię kocham... - powiedziałam niepewnie i tym razem to ja go pocałowałam.
-Abby... jak kochasz Christiana... to bądź z nim. To mój najlepszy przyjaciel... nie łam mu serca ze względu na mnie. Kocham Cię... i co z tego? Nie chcę go ranić.
-Co? Justin. Kocham Cię. Nie mów tak. - powiedziałam i już miałam ochotę się rozpłakać jak małe dziecko.
-Abby... zdecyduj się. Chcesz jego, czy mnie? - spytał i wyszedł z sali. Teraz zostałam tam zupełnie sama. Czy on właśnie powiedział, że mam wybierać między nim, a Christianem?! On zwariował?!
CDN...


***
Yooł. ! xd.
Juuuż... dużymi krokami zbliżamy się DO KOŃCA!
ALE! Już pracuję nad ZUPEŁNIE NOWYM opowiadaniem!
Cieszycie się? ; ]
Już niedługo zrobię zapowiedź na YOUTUBE. ^^
A co sądzicie o tym rozdziale? ;p
Już od następnego bęędzie się działo! xd
Jeszcze 3 rozdziały i KONIEC!

Proszę, komentujcie! ;*

Do następnego! :3

3 komentarze:

Fanki BTR pisze...

faajjnie !:* kocham cię <3

Anonimowy pisze...

O boże to jest cudowne . : **
czytam od początku , a jak ten doktor to powiedział to prawie się rozpłakałam . ; cc
Czekam na dalsze i myślę nad założeniem własnego bloga . Ale mistrz jest jeden . ♥♥

Pozdro . : ))
Duśka .

Anonimowy pisze...

To mój blog możecie wejść i zobaczyć czy dobre . ? ; \


http://czekolada-xd.blogspot.com/