[...]
Co teraz z Nami będzie?
-Abby! Jak mogłaś mi to zrobić?! - wrzasnął Christian, złapał mnie bardzo mocno za ramiona, aż mnie zabolały, i postawił mnie na nogi. Bo przedtem siedziałam na blacie.
-Christian, to nie tak! - próbowałam się mu jakoś wytłumaczyć, ale to właśnie tak, jak on myśli. Zdradziłam mojego chłopaka z jego najlepszym przyjacielem! Co ja do cholery zrobiłam?!
-Naprawdę?! Jak nie tak?! Zdradziłaś mnie z Justinem! Abby, kocham Cię najmocniej na świecie, a ty mi robisz takie rzeczy?! - dalej na mnie krzyczał, a ja już płakałam. Nigdy nie widziałam go tak rozzłoszczonego. Ale nie dziwie mu się. Jak on się całował z tą blondyną, jak byliśmy na wakacjach. No... ale to się wyjaśniło i to ona go całowała, a nie on ją. No i mnie tak jakby nie zdradził. A ja? No... on widział to na własne oczy! Kurwa!
-Boże... Christian. - złapałam się za głowę. -Nie wiem jak mogłam to zrobić. Ja tak bardzo żałuję... naprawdę... musić mi uwierzyć! Kocham Cię całym sercem! Proszę! - krzyczałam, rozpaczliwie płacząc.
-Jak mam Ci wybaczyć, kiedy Ty mnie zdrzadziłaś z moim przyjacielem?! - teraz spojrzał na Justina z pogardą i obrzydzeniem. -A ty jak mogłeś mi to zrobić?! Podrywać Moją dziewczynę?! Kumplowi takie coś zrobić?! - pokrzyczał na niego. Teraz odwrócił się w moją stronę. Patrzył na mnie rozwścieczonym wzrokiem i lustrował mnie od góry do dołu. Ja stałam jak ten kołek i ryczałam. Patrzyłam na niego przepraczającym spojrzeniem. Spojrzał jeszcze na mnie z bólem w oczach, mocno mnie popchnął, tak, że upadłam na kuchenkę i wyszedł, trzaskając drzwiami. Justin pomógł mi wstać. Za chwile do kuchni znowu wszedł Christian.
-Aa... bym zapomniał! Z nami koniec! - krzyknął i wyszedł. Ale już nie wrócił.
-Popatrz co zrobiłeś huju! Przez Ciebie Christian ze mną zerwał! Ty pierdolony dupku, kurwa! - schowałam twarz w dłonie. -Nie nawidzię Cię! Z nami też koniec! - krzyknęłam i przywaliłam mu w policzek z otwartej dłoni. Syknął tylko z bólu, a ja w tym czasie zebrałam swoje rzeczy i wyszłam. Wróciłam do domu cała zapłakana. Od razu zobaczyła to moja mama i spytała się, co się stało. Wszystko jej opowiedziałam. Pocieszała mnie, ale też pouczała, że tak nie można. No jak bym kurwa tego nie wiedziała! Grr... poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko, rycząc. Za chwilę wstałam i wyciągnęłam z szafki moją koleżankę, żyletkę. Obiecałam Christianowi, że gdyby co kolwiek się działo, nie zrobię tego, ale nie mam wyboru. Już nie jesteśmy razem, więc mogę złamać tę obietnicę. Siedziałam na łóżku i szybkimi ruchami przejeżdżałam po moim nadgarstku. Na moich rękach były jeszcze blizny, po poprzednich cięciach. Nie zwarzałam na nie. Niektóre cięcia były robione na bliznach, co jeszcze bardziej bolało. Tak... tego potrzebowałam. Wtedy do pokoju wparował mój brat i wyrwał mi z ręki narzędzie.
-Zostaw mnie! - krzyknęłam na niego.
-Nie! Jesteś moją siostrą i nie pozwolę robić Ci głupst, przez tego dupka! - krzyknął i zaczął opatrywać mi rany.
-Zostaw to! - wyrwałam się mu i wybiegłam z domu, wcześniej zabierając moją torbę z rzeczami. Mam tam parę drobiazgów. Np. nóż, żyletkę i kartkę, oraz długopis. Już byłam na to przygotowana wcześniej. Wiedziałam, że wcześniej czy później wszystko się wyda i będzie koniec. Ruszyłam szybkim krokiem na plażę. Usiadłam na piasku, a z torby wyciągnęłam długopis i kartkę. Napisałam coś i wyciągnęłam teraz z torby żyletkę. Pocięłam się jeszcze parę razy, żeby wyładować emocje. Na białej kartce widniały czerwone krople mojej krwi. Włożyłam rzeczy do torby i ruszyłam biegiem do domu Justina. Jego mama gdzieś wyjechała, więc pewnie był sam. Zadzwoniłam do drzwi i za chwilę otworzył mi je zapłakany Justin. Ucieszył się na mój widok, ale widząc mój rozmazany makijaż i pocięte ręcę, zmienił wyraz twarzy.
-Przyszłam tutaj, aby się pożegnać... - powiedziałam, pociągając nosem.
-Jak to? Pożegnać? - spytał, drżącym głosem.
-Moje serce bije dla Christiana, a skoro jego, już dla mnie nie bije, to moje serce staje w miejscu, a ja... umieram... - wytłumaczyłam, tłumiąc płacz.
-Nie, Abby! Nie pozwolę Ci tego zrobić! - zaczął mnie wciągać siłą do środka.
-Nie! Zostaw mnie! - wyrywałam się mu.
-Nigdy! - odkrzyknął i jeszcze mocniej mnie do siebie przytulił. Wtedy bardzo mocno pierdolnęłam go nogą w krocze. Zwinął się z bólu.
-Nie dodykaj mnie! - wrzasnęłam. Jeszcze bardziej się rozpłakałam.
-Abby, proszę. Nie odchodź. - płakał jak jakiś chory.
-Justin... przepraszam... kocham Cię... pamiętaj o tym. Ale ja już tak żyć nie mogę... Przeproś ode mnie Caitlin, Payton, Rayana, Chaza i Christiana, chodź jeszcze do niego pójdę. Przeproś ich za moje humorki, krzywdy im wyrządzone i kłopoty. Nie zasługuje na Was. Przepraszam, naprawdę. Do widzenia, Justin. Kocham Cię. - płakałam, jak nigdy. Pocałował go ostatni raz, lekko... w usta i odeszłam. Stał w progu i patrzył się jak odchodzę. Długo nie popatrzył, bo było już ciemno. Odeszłam od niego. Na zawsze. Teraz szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu Christiana. Zawachałam się przed naciśnięciem domofonu, ale jednak to zrobiłam...
CDN...
***
Jeszcze jeden i KONIEC!
Jak Wam się ten podoba?
Proszę, komentujcie! ;*
Pytania? :
Do następnego i ostatniego! ;*
Chyba się popłaczę, jak bd dodawać ostatni. ;c
Kocham Was! ;*
A wy mnie? ;> :3
3 komentarze:
ja ciebie tak ;**
fajny rozdział <3
wow.. kopie w krocze, a potem, kocham cie itd :d
Piękny! :D
Czekamy zniecierpliwieni na ten ostatni post!
Już mi się ryczeć chceee. ;(
Prześlij komentarz